|
|
|
|
|
2009-04-01 - O budowaniu mostów wielkoczwartkowo
|
Pierwszy cztery lata mojego kapłaństwa były mocno naznaczone pracą z dziećmi i młodzieżą. Uczyłem w szkole podstawowej. Opiekowałem się grupami parafialnymi. Stoję na stanowisku, że ludzie młodzi są świetnymi partnerami do współpracy, aczkolwiek od czasu do czasu dają się ponieść naporowi burzy hormonów. Wyznać muszę, iż podczas takich "wyładowań atmosferycznych", pół żartem, pół serio mruczałem pod nosem, że w takiej sytuacji w kolejnej parafii zajmę się pracą z emerytami.
Słowa te wróciły do mnie, kiedy kilka lat później proboszcz poprosił mnie do siebie i zaproponował sprawowanie cosobotniej mszy świętej dla mieszkańców zlokalizowanego na terenie naszej parafii domu spokojnej starości. Przekonałem się wtedy po raz kolejny, że Pan Bóg traktuje nas bardzo serio. Nie tylko słucha nas z wielką uwagą i pamięta, co mówimy, ale ma również kapitalne poczucie humoru.
Liturgia Wielkiego Czwartku uświadamia nam, że Pan Bóg poza bardzo poważnym podejściem do naszych słów, doskonałą pamięcią i kapitalnym poczuciem humoru cechuje się również niespotykaną u innych dawką zaufania, które pokłada w ludziach, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że rolę pośredniczenia między Nim a wierzącymi w Niego zdecydował się scedować na zwykłych ludzi ustanawiając trzystopniowy sakrament święceń. Oto wielka tajemnica wiary.
W starożytnym Rzymie najwyższego w hierarchii kapłana - przełożonego kolegium kapłańskiego zwano Pontifex Maximus - najwyższy budowniczy mostów. Jak podaje tradycja, kolegium kapłańskie wraz z jego przewodniczącym miał utworzyć Numa Pompiliusz, drugi król Rzymu. Najwyższy kapłan zajmował się sprawami kultu państwowego. Tym samym podlegał mu kalendarz i kolegium westalek. Przez następne stulecia tytułem Pontifex Maximus posługiwał się każdy kolejny cesarz. Tytuł ten wskazywał na jego opiekuńczą funkcję w stosunku do wszystkich religii w cesarstwie. Cesarz mógł więc ustanawiać kapłanów i kalendarz świąt wszystkich religii cesarstwa. Z tytułu tego oficjalnie zrezygnował Teodozjusz I Wielki wraz z uznaniem chrześcijaństwa za jedyną religię państwową. Od VI w. za sprawą Grzegorza Wielkiego Pontifex Maximus wszedł do oficjalnej tytulatury papieży, który chciał w ten sposób podkreślić nadrzędne stanowisko biskupów Rzymu.
Myślę, z całym należny urzędowi papieskiemu, że ów tytuł można przypisać każdemu, kto przyjął święcenia - diakonowi, prezbiterowi, biskupowi. Każdy z nich na mocy sakramentu staje się przecież budowniczym mostów, czy też bardziej dosłownie mostem, którego rolą jest łączyć niebo z ziemią i ziemię z niebem. Przez sakramenty, modlitwę i posługę Słowa sprowadza Boga między ludzi. Tymi samymi środkami ludzi do Niego wiedzie.
Życie dowodzi, iż z mostami różnie bywa. Raz jest to ponad dwukilometrowy Forth Bridge łączący Edynburg z hrabstwem Fife. Raz skromna kładka spinająca dwa brzegi wiejskiego potoku. W realizacji swego zbawczego planu Pan Bóg posługuje się ludźmi różnego formatu. Potrzebuje i całego arsenału ludzkich talentów, i całej gamy ludzkich słabości. Tak samo ceni genialnych Ojców Kościoła i skromnego proboszcza z Ars. Stawia na świętych. Nie obawia się zaufać grzesznikom. A wszystko po to, by kapłan z ludzi brany i dla ludzi ustanawiany (Hbr 5,1) do końca pozostał człowiekiem, a przez to dla ludzi był wiarygodny. Tajemnica wiary.
Most - jak każda zresztą budowla - ma to do siebie, że wymaga troski użytkowników. W równym stopniu potrzebują jej wielkie stalowe konstrukcje i małe kładki. Jednakowo konieczne są i generalne remonty, i bieżąca konserwacja. Dziecko nawet wie, iż ich zaniechanie może zakończyć się nieciekawie dla użytkowników. Odcięciem od świata, nieplanowaną kąpielą, a nawet utonięciem. Wśród fachowców mówi się, iż pomalowanie ostatniego przęsła mostu nie oznacza wcale zakończenia prac. Wręcz przeciwnie, oznacza powrót do pierwszego z nich i rozpoczęcie pracy od początku.
Most, któremu na imię kapłaństwo to sprawa wielka i krucha zarazem. Wielka, bo nosi w sobie doskonały pierwiastek boski. Krucha, bo oparta jest na słabym czynniku ludzkim. Sprawa, która wymaga wielkiego zaangażowania i niekończącej się troski tych, którzy ciągle dorastają do bycia mostem i tych, którzy z tego mostu codziennie korzystają. Sprawa, której dobru służą i wielkie remonty, i codzienna pielęgnacja. W tej roli niezmiennie doskonale sprawdzają się środki najprostsze - modlitwa i obecność, o które dziś prosimy i za które dziękujemy.
|
ks. Michał Palowski
zdjęcie: www.forthbridges.org.uk/gallery.htm
|
|
|
|
|